Maciej Guz, robotnik, trockista, radykał związkowy, w latach 2004-2006 pracował jako ochroniarz dla firm Solid Security, Grupa Solid i Spółka Solid. Przed warszawskim sądem 3 marca 2008 r. odbyła się rozprawa z jego powództwa o ustalenie stosunku pracy. Powód (Maciek) stara się dowieść, że wykonywana przez niego praca nosiła wszelkie cechy umowy o pracę, a nie jak utrzymuje Solid (w trzech postaciach) cywilno-prawnej umowy zlecenia.
Na wstępie rozprawy sąd pyta adwokata pozwanej spółki ochroniarskiej czy dysponuje dokumentami ewidencjonującymi czas pracy. Tamten odpowiada, że nie, bo nie przechowują takich dokumentów. Na co zgłasza się Maciek Guz i wręcza sądowi wielkie pliki papieru z zestawieniami czasu pracy skserowanymi z dzienników dyżurów. Adwokat „Solidu” żąda oryginałów. Maciek wyciąga z plecaka wyniesione z firmy przez niego i kolegów dzienniki i wręcza je sądowi jako materiał dowodowy.
Pojawia się problem z prawnikiem Solidu. Nie ma oryginału umowy zlecenia, na podstawie, której występuje w sądzie. Przedstawia kopię. Sąd zwraca uwagę, że aktach jest inna umowa. Prawnik przyznaje, że otrzymuje do podpisania liczne umowy i że może się to rzeczywiście mieszać… Jest ofiarą tego samego szwindlu. Wykonuje pracę etatową, a podpisuje z Solidem umowy zlecenia.
Zeznaje kierownik pełniący oficjalnie w firmie funkcje inspektora i bezpośredniego zwierzchnika Maćka Guza. Kierownik też pracował we wszystkich trzech firmach: Solid Security, Grupa Solid i Spółka Solid. Miał pod swą pieczą kilkadziesiąt obiektów, nadzorował pracę ochroniarzy i pracę swą wykonywał jednocześnie w imieniu wszystkich trzech spółek.
Sąd i adwokat z urzędu, którego wywalczył sobie Maciek przesłuchując świadka ustalili, że praca na jednym obiekcie odbywała się w ten sposób, że po upływie maksymalnej dopuszczalnej przez prawo pracy liczby godzin, pracownik zmieniał plakietkę np. z Solid Security na Grupa Solid i w tym samym mundurze „Solidu” stróżował dalej. Pracownik wykonywał pracę pod nadzorem, nie miał prawa decydować o tym, którego dnia i na jakim obiekcie będzie pracował. Gdyby był zleceniobiorcą, jak utrzymuje Solid miałby swobodę wyboru czasu i miejsca pracy, podlegał jednak dyscyplinie służbowej jak każdy pracownik etatowy. Ponieważ płacono zaledwie 4 złote netto na godzinę ciągle brakowało pracowników. Zmuszało to firmę do wydłużania czasu pracy, stąd kombinacja z trzema firmami „Solid”, dla ominięcia przepisów. Płacę podstawową, równą ustawowej płacy minimalnej wypłacano z kasy jednej spółki, a nadgodziny z drugiej. To jeszcze jeden niezbity dowód, że kierowano się normami prawa pracy, co przy cywilnoprawnej umowie zlecenia z pewnością nie miałoby miejsca.
Sąd pytał kierownika po kolei według kodeksu pracy o wszystkie cechy charakterystyczne dla umowy o pracę. Na wszystkie pytania otrzymał odpowiedzi świadczące, że powództwo o ustalenie, że Maćka Guza łączył z „Solidem” stosunek pracy, a nie umowa zlecenie, jest zasadne. Wiele więc wskazuje na to, że Maciek wygra ten proces, co wiąże się z wieloma świadczeniami ze strony firmy „Solid”, które będzie można dalej wyprocesować. Sprawa ta ma ogromne znaczenie, bo za Maćkiem może teoretycznie podobne pozwy złożyć 9, 500 pracowników. W sprawie takich właśnie oszukańczych praktyk firm ochroniarskich protestowali w ostatnich dniach ochroniarze w kominiarkach przed Kancelarią premiera Tuska.
Obecnie Maciek jest kierowcą MZA. Kiedy się zgłosił na kurs odrzucono jego podanie z racji wieku (51 lat). Odpisał, żeby uruchomili z powrotem Oświęcim dla takich jak on, za starych żeby zarobić na utrzymanie. Poskutkowało wezwali go na kurs, który ukończył.
Piotr Ikonowicz